Choć byłem nicością

Data dodania: 23 grudnia 2014 | Autor artykułu: Jan Pataraniak | Kategoria: Kultura | Brak komentarzy

Aby ubogie narodzenie Jezusa uczyniło nas świadomymi wielkiego daru Wcielenia, przez które On sam stał się ubogim, aby nas wszystkich ubogacić.

“Któż by przypuścić śmiał, że Ty, o Boże Nieskończony, Wieczny, umiłowałeś mnie od wieków i więcej niż od wieków, bo odkąd jesteś Bogiem – więc mnie miłowałeś i miłujesz zawsze?… Choć byłem nicością, Tyś już mnie kochał i dlatego właśnie, żeś mnie kochał, o Boże serdeczny, wyprowadziłeś mnie z nicości do bytu!… Dla mnie stworzyłeś niebiosa gwiazdami zasiane, dla mnie ziemię, morza, góry, rzeki i tyle, tyle pięknych rzeczy na ziemi… Nie dosyć tego: by mi okazać z bliska, jak czule mnie kochasz, zstępujesz z nieba najczystszych rozkoszy na zbrudzoną i spłakaną ziemię, życie pędzisz wśród ubóstwa, trudów i cierpień – a wreszcie wzgardzony, wyśmiany raczyłeś zawisnąć boleśnie na haniebnej szubienicy między dwoma łotrami… W ten straszny a ofiarny sposób odkupiłeś mnie, o Boże Miłości!… Któż by śmiał przypuścić?… A nie poprzestałeś jeszcze na tym, lecz widząc, że 19 wieków przepłynie od czasu, gdy te dowody Twej miłości się wylewały i dopiero wtedy ja ukażę się na tej ziemi – zaradziłeś i temu! Serce Twoje nie godziło się z tym, bym miał karmić się jedynie wspomnieniami Twej ogromnej miłości. Pozostałeś na tej niskiej ziemi w Najświętszym Przedziwnym Sakramencie Ołtarza i przychodzisz do mnie i jednoczysz się ze mną – ściśle, bo pod postacią pokarmu… Już teraz Krew Twoja płynie we krwi mojej, dusza Twoja, o Boże Wcielony, przenika duszę moją, umacnia ją i karmi… O cuda! Któż by śmiał przypuścić?… I cóż dać jeszcze mogłeś, o Boże, oddając mi już siebie samego na własność?… Serce Twe miłością ku mnie płomienne podyktowało Ci dar jeden jeszcze: tak, jeszcze jeden dar!… Ty nam dziećmi stać się przykazałeś, jeżeli chcemy wnijść do królestwa niebieskiego. A wiesz, że dziecku potrzeba matki: sam ustanowiłeś prawo miłości takie. Dobroć i miłosierdzie Twoje stwarza nam więc Matkę – uosobienie Twej dobroci i twej miłości bezgranicznej – i pod Krzyżem na Golgocie nam Ją i Jej nas oddaje… I postanawiasz, o miłujący nas Boże, by Ona wszystkich łask Twoich Szafarką wszechwładną i Pośredniczką była – Jej niczego nie odmówisz, jako i Ona również nic nikomu odmówić niezdolna” (Pisma św. Maksymiliana, nr 1062).

Ojciec Maksymilian kontempluje to, czym dla człowieka jest Wcielenie i jakie są jego cudowne następstwa. Razem z nim zatem rozważmy, co oznacza dla nas Boże Narodzenie. Jezus stał się jednym z nas, upodobnił się do nas, przywracając pełną godność ludzkości, która upadła w grzech. On pokazał nam drogę świętości przez swoje słowa i czyny, a na koniec oddał życie dla naszego zbawienia. Jednak Jego miłość nie poprzestała na tym: zagwarantował swoją obecność aż do końca czasów w Najświętszym Sakramencie Eucharystii i – jakby to nie wystarczało – dał nam Matkę, abyśmy mogli mieć kolejny znak Jego dobroci i być otoczeni Jej opieką w drodze do życia wiecznego.

Rozważając tajemnicę Wcielenia, Ojciec Maksymilian chwali Boga i dziękuje Mu za tak wielką życzliwość. Święty jest bardzo uważny na Boże dary i gotowy przyjąć je z maksymalną ufnością. Wyraża bardzo osobiste “dziękuję” Najwyższemu za miłość, którą okazał jemu i wszystkim ludziom. Ponadto uznaje, że Boża życzliwość została ukazana ludziom w najwyższym stopniu w Odkupieniu, dokonanym przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Swą wdzięczność Ojciec Kolbe wyraża niemal poetycko i bardzo wzniośle, gdy zwraca uwagę na dar sakramentów, które zapewniają człowiekowi trwałą obecność Boga i Jego miłość.

Aby ubogie narodzenie Jezusa uczyniło nas świadomymi wielkiego daru Wcielenia, przez które On sam stał się ubogim, aby nas wszystkich ubogacić.

Na koniec polski franciszkanin wyraża swoją wdzięczność za dar Niepokalanej, której pośrednictwo i macierzyńską obecność rozeznaje jako podstawowe dla życiowej drogi każdego wierzącego. Znamienne, że ta świadoma i pełna radości inwokacja Świętego jest motywowana i ożywiana przez wiarę, która jakby przez “soczewkę” podziwia i kontempluje to, co Pan dokonuje dla ludzkości.

Ta modlitwa Ojca Maksymiliana jest dostępna dla wszystkich ze względu na swą prostotę. Dzięki temu pozwala ona każdemu chrześcijaninowi na ciągłą refleksję nad elementami wyznawanej wiary, które zostają głęboko zakorzenione w sercu i umyśle. Z opisów wiemy, że Święty był zawsze bardzo skupiony na modlitwie i żarliwie przygotowywał się do Mszy świętej. Nie zrezygnował z tego, narażając swoje życie, nawet w obozie koncentracyjnym. W tym miejscu ciemności przeżywał Najświętszą Ofiarę w ukryciu i rozważał dobrodziejstwa, które Wszechmocny udzielił ludzkości w ciągu całej historii zbawienia. Kontemplacja Bożej życzliwości wzmacniała jego wiarę, a także pozwalała mu napełnić pokojem i nadzieją serca więźniów, a w końcu heroicznie oddać swoje życie za ojca rodziny. 

O. Raffaele Di Muro OFMConv,
asystent międzynarodowy MI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

code